Często słuchasz wiadomości?
U mnie wygląda to tak, że być może nie oglądam wiadomości codziennie, ale lubię wiedzieć co dzieje się na świecie i wokół mnie. Czasami niektóre zdarzenia są wstrząsające i dramatyczne: kataklizmy, ataki terrorystyczne, wojny. Są to rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu.
Jednak tuż obok tych tragedii dzieją się inne. Dramaty osób żyjących tuż obok oraz sytuacje, na które możemy mieć wpływ. Pomimo tego, są sytuacje kiedy człowiek odwraca głowę od osoby potrzebującej. I niezależnie od tego o jaką formę pomocy chodzi – można zauważyć brak reakcji.
Chociaż na pierwszy rzut oka taka sytuacja może wyglądać na zobojętnienie – to nie jest tak do końca. W takim kontekście można powiedzieć o rozproszeniu odpowiedzialności.
Czym jest rozproszenie odpowiedzialności?
W psychologii społecznej jest to sytuacja, kiedy podjęcie działań – w tym przypadku udzielenie pomocy rozkładane jest na wszystkie osoby z danej grupy społecznej. Dlatego im więcej osób, świadków jakiegoś zdarzenia tym większy współczynnik rozproszenia odpowiedzialności. A wszystko dlatego, że ludzie wychodzą z założenia, że jest dość wiele osób, które mogą pomóc. Wywiera to ogromny wpływ na osobistą odpowiedzialność, która w takiej sytuacji po prostu spada.
Najbardziej znanym i najczęściej przytaczanym przykładem rozproszonej odpowiedzialności przez psychologów jest historia morderstwa mieszkanki Nowego Yorku – Catherine Genovese. Kobieta została zamordowana późnym wieczorem, kiedy wracała z pracy – na ulicy, przy której mieszkała. Napad był długotrwały, głośny i publiczny. Zabójca gonił ofiarę i dopadł ją trzykrotne w ciągu 35 minut, pośród jej krzyków i wołania o pomoc. Dwukrotnie wystraszyły mordercę głosy i widok światła zapalanego w oknach. Jednak za każdym razem powracał, odnajdywał ranną kobietę i ponownie ranił ją nożem. Zdarzeniu przyglądało się z okien mieszkań 38 sąsiadów ofiary. Żaden z nich nie zadzwonił po policję w trakcie napadu. Jedna osoba zatelefonowała, kiedy ofiara już nie żyła. Sami świadkowie morderstwa nie byli potem w stanie wytłumaczyć dlaczego nie zareagowali w jakikolwiek sposób.

Zasada społecznego dowodu słuszności
Sytuacja kiedy należy udzielić pomocy drugiej osobie nie zawsze jest jasna i klarowna. Czasami najzwyczajniej w świecie człowiek nie wie jak odczytać daną sytuację; a co za tym idzie – nie wie jak zareagować. I co się wtedy dzieje? Obserwując zachowanie innych osób (zasada społecznego dowodu słuszności) człowiek podejmuje decyzję czy dana sytuacja wymaga jego interwencji. Warto jednak pamiętać o tym, że pozostali obserwujący także mogą wychodzić z takiego założenia i zamiast wyciągnąć pomocną rękę – każdy dyskretnie będzie obserwował, czy ktoś zareagował na daną sytuację. A jeżeli nikt nie reaguje, to według zasady społecznego dowodu słuszności dana sytuacja nie wymaga żadnej reakcji.
Zjawisko niewiedzy wielu
Całkiem podobnie wygląda sytuacja ze zjawiskiem niewiedzy wielu. Polega ono na tym, że obserwatorzy krytycznego zdarzenia chcą wyglądać na opanowanych, przez co wysyłają nawzajem sobie sygnały, że dana sytuacja nie wymaga niczyjej interwencji i niesienia pomocy.
Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Moim celem jest szerzenie świadomości społecznej. I wychodzę z założenia, że jeżeli będzie poruszać się takie tematy, to ludzie będą bardziej świadomi tego, co dzieje się wokół nich. Czasami człowiek może nie zdawać sobie sprawy z tego, że zamiast zareagować w trudnej lub kryzysowej sytuacji ulega rozproszeniu odpowiedzialności, bądź też szuka w reakcjach innych osób odpowiedzi, co powinien zrobić w danych okolicznościach.

12 komentarzy
To bardzo ciekawe zagadnienie – pamiętam, że omawialiśmy je na studiach i faktycznie bardzo często tak się dzieje. Aczkolwiek z tym pomaganiem jest też tak, że ludzie przestają ufać osobom proszącym o pomoc – bo niejednokrotnie okazuje się potem, że byli to jacyś oszuści, którzy chcieli po prostu wyłudzić pieniądze (fałszywe zbiórki itd.) Niestety wiele takich sytuacji miało miejsce.
Tak – to prawda; zdarzają się sytuacje, gdzie ludzie po prostu wykorzystują dobroć drugiego człowieka, aby na tym zyskać. Niestety trudno jest rzetelnie sprawdzić wiarygodność – jedyne co można, to biorąc udział w internetowych zbiórkach to korzystać z wiarygodnych portali.
I oby coraz wiecej z nas bylo swiadomych i nioslo pomoc!
Tak, takie rozproszenie odpowiedzialności, w tym udzielania pomocy, to jakże częste do zaobserwowania zjawisko, warto mieć świadomość mechanizmów jego powstawania i nie poddawaniu się im.
Jeśli mamy świadomość pewnych mechanizmów, łatwiej nam wtedy nie poddawać się im.
ja nie wyobrażam sobie nie pomóc gdy widzę, że ktoś faktycznie tej pomocy potrzebuje.. nie raz kupiłam jedzenie ludziom o to proszacych pod sklepem ( alkoholu nigdy) , zawiozłam jedzenie znajomym gdy mieli problemy z pieniędzmi, dzwoniłam po karetkę gdy widziałam, że ktoś gdzieś tam leży być może zemdlał a może miał np spadek cukru we krwi ? Boli mnie znieczulica w okół i egoizm niektórych ludzi 🙁
Największy problem jest z osobami żebrzącymi, dlatego wolę pomagać przez siepomaga.
Bardzo ciekawy post.
Osobiście praktycznie nie oglądam TV i nie słucham wiadomości narzucanych przez media, jednak kwestie poruszane w tym wpisie są mi doskonale znane.
Ja jestem chyba znieczulona, bo przez to, że pomagam zawodowo, kompletnie nie potrafię pomagać i dostrzegać czegokolwiek po 8 godzinach pracy…
Społeczne zachowania, to zawsze ciekawe zjawiska. O tym nie słyszałam wcześniej.
W moim przypadku to działa tak, że czasem mam po prostu przesyt… I wiem, że to jest niesprawiedliwe, ale wiem też, że każdemu potrzebującemu nie pomogę. I tak, kiedy np. wesprę kilka zbiórek internetowych, to w końcu trafi się taka, którą minę obojętnie, choćby opis był najbardziej poruszający. Nawet jeśli mnie stać. Po prostu… zmęczenie materiału.
Napisałaś o czymś bardzo ważnym – nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim. To bardzo dobrze, że wspierasz różnego rodzaju zbiórki i działasz w zakresie pomocy. Z drugiej strony nawet w takim pomaganiu warto wyznaczyć jakieś swoje granice, ponieważ pomaganie także potrafi przytłoczyć.