Gdzieś w codziennym biegu zdarzają się takie sytuacje, kiedy po prostu opadają mi ręce – zwłaszcza, gdy pomiędzy jedną, a drugą alejką w sklepie słyszę jakieś pseudowychowawcze „perełki” pozbawiające dziecka tego, co najważniejsze – poczucia bezpieczeństwa.
Bardzo bulwersują mnie takie sytuacje i wzbudzają dużo negatywnych emocji. Być może nie jestem rodzicem, ale mam pełną świadomość tego, jak pewne zachowania i wypowiedziane słowa mogą wpływać na rozwój małego człowieka.
O czym mowa? O straszeniu.

Ogólnie mam wrażenie, że współcześni rodzice w dużej mierze są bardziej świadomi tego, co i w jaki sposób wpływa na rozwój ich dzieci – jednak nie znaczy to od razu, że wszyscy rodzice przywiązują do pewnych rzeczy uwagę. Niestety przez niektórych rodziców straszenie nadal jest uważane za metodę wychowawczą.
W JAKI SPOSÓB RODZICE STRASZĄ DZIECI?
„Jak będziesz niegrzeczny, to zabierze cię pan policjant.”
Osobami zaufania publicznego np. policjantami, którzy w końcu są po to, aby służyć społeczeństwu. Straszenie dziecka policjantem i uczenie go, aby w sytuacji, kiedy będzie potrzebowało pomocy zadzwoniło pod numer alarmowy – jest po prostu ze sobą sprzeczne. W jaki sposób policjant ma wzbudzać w dziecku zaufanie i poczucie bezpieczeństwa jeżeli rodzice mówią mu, że policjanci zabierają niegrzeczne dzieci.
„Jak tata wróci z pracy, to zobaczysz.”
Osobami z rodziny. W tym przypadku wydaje mi się, że najczęściej spotykaną formą jest straszenie dziecka drugim rodzicem lub dziadkami. W tym przypadku, takie zachowanie nie tylko powoduje, że dziecko boi się kogoś z rodziny, ale może skutkować także brakiem autorytetów i nieprawidłową relacją.
„Gdy nie będziesz mnie słuchać to przyjdzie Baba Jaga.”
Negatywnymi postaciami z bajek. Nikt nie lubi się bać, a zwłaszcza dzieci. Straszenie postaciami z bajek: Babą Jagą, Gargamelem, czy też potworami skutkuje tym, że u dziecka może pojawić się wysoki poziom lękliwości. Pojawiają się wtedy problemy z nocnym zasypianiem oraz samym snem, a także wystąpić może nocne moczenie.
„Jeśli nie będziesz grzeczny to Cię zostawię.”
Opuszczeniem lub oddaniem do Domu Dziecka. I przyznaję, że to chyba najokrutniejszy sposób na straszenie dziecka w celu uzyskania posłuszeństwa. W końcu rodzice mają dziecku dawać poczucie bezpieczeństwa.
Słowa wypowiadane przez rodziców mają dla dziecka ogromną moc, dlatego tak bardzo ważne jest to, aby czasami dwukrotnie się zastanowić zanim cokolwiek się powie. Gdy zastanawiam się nad tym, dlaczego rodzice straszą swoje dzieci, na myśl przychodzą mi trzy powody:
• brak cierpliwości,
• chęć uzyskania szybkiego efektu,
• przekonanie, że w tylko w ten sposób dziecko coś zrozumie.
Uważam, że straszenie dziecka nie jest dobrym sposobem na wymuszenie posłuszeństwa. Takiego typu zachowanie może skutkować tym, że dziecko zaczynie się bać, np. panów, policjantów, członków bliskiej rodziny. W końcowym efekcie może spowodować, że dziecko będzie znerwicowane i pojawi się wysoki poziom lęku, ponieważ będzie żyło w przekonaniu, że gdy zrobi coś nie tak, to stanie się coś złego. Myślę, że każdy rodzic strasząc swoje dziecko, pozbawia go tego, co dla małego człowieka jest bardzo ważne – poczucia bezpieczeństwa.

23 komentarze
Faktycznie, ostatnio nawet rozmawiałam o tym z kolegą. Straszenie dzieci nie przynosi nic dobrego….
Zgadza się. Zalęknione dziecko nie rozwija się w prawidłowy sposób, a oprócz tego rodzic przestaje być autorytetem w takich sytuacjach.
Metoda może i działa, ale myślę, że może wywołać w dzieciach lęki, których później będzie bardzo ciężko się pozbyć. Lepiej chyba wybrać inny sposób na dotarcie do najmłodszych.
Tym bardziej, że takie lęki mogą z czasem ewoluować i stanowić nie tylko ogromny problem, ale także utrudniać codzienne funkcjonowanie.
Postraszyć tatą mi się kiedyś zdarzyło, ale było to całkiem uzasadnione w tamtym kontekście, bo syn robił coś, co wie, że tata tego nie akceptuje, natomiast nie jestem w stanie zrozumieć, jak rodzice mogą wypowiadać pozostałe kwestie z tej listy. Ja często powtarzam synowi, że choćby nie wiadomo co złego zrobił, to zawsze przy nim będę i zawsze będę go kochać.
Niestety są to słowa, wypowiadane przez rodziców w miejscach publicznych. Przy czym przyznaję, że przykłady o których wspomniałam należą z tych „łagodniejszych”. Niestety w sytuacjach, z którymi się spotkałam rodzice nie przebierali w słowach, używając obraźliwych epitetów, wulgaryzmów i przekleństw; strasząc dziecko stosowaniem przemocy fizycznej. Dlatego też masz rację z tym, że wiele zależy od kontekstu i sytuacji.
Jakiś czas temu pakując zakupy do samochodu byłam świadkiem, jak kobieta powiedziała swojej około 3-letniej córce, że ona kiedyś przez nią umrze lub ją zostawi. Do dziś pamiętam ten przeraźliwy płacz na te słowa. I nie potrafię zrozumieć jak niektórzy rodzice mogą mówić takie rzeczy swoim dzieciom.
Nie rozumiem strasznie dziecka drugim rodzicem. Dla mnie to jest takie pokazywanie przeze mnie – jako rodzica – kto z nas jest lepszy. Znam takich, co źle wyszli na podobnej praktyce.
Podejrzewam, że niektórzy rodzice stosując taką metodą chcą uzyskać zmianę w zachowaniu u dziecka.
Zgadzam się, dla małego człowieka słowa rodzica są jak święta, niezaprzeczalna prawda dlatego trzeba uważać na to, co się mówi i w jai sposób!
Dokładnie. Dla dziecka rodzice są wszystkim, są też często autorytetem i źródłem relacji pomiędzy rodzicami, a dzieckiem, które czasami są powielane w dorosłym życiu.
Moim zdaniem takie zachowania ze strony rodzica to po prostu lenistwo. Nie mają pomysłu na wychowanie dzieci, na poświęcenie czasu żeby po prostu wytłumaczyć dlaczego dane zachowanie jest niewłaściwie. Sama nie mam dzieci, ale moja mama nigdy nie podniosła głosu. Zawsze spokojnie wytłumaczyła i kazała się zastanowić, a potem była rozmowa.
Wiesz, wydaje mi się, że czasami rodzice myślą, że nie ma innej drogi do tego, aby spowodować, żeby dziecko zmieniło swoje zachowanie w danej sytuacji. I sięgają w takich sytuacjach właśnie po takie, a nie inne metody, które mogą też być wyniesione z rodzinnego domu…
Szczerze też tego nie rozumiem. To jest po prostu oszukiwanie dziecka, a ja wychodzę z założenia, że każde kłamstwo ma krótkie nogi, i nie mam zamiaru oszukiwać własnych dzieci.
Szczerość to podstawa dla każdej relacji.
Zdecydowanie się zgadzam – takie słowa zaszczepiają w dziecku lęk na całe życie i przekonanie, bardzo krzywdzące, że świat nie jest bezpiecznym miejscem. Jako dorosły takie dziecko będzie wciąż obawiać się, że ściągnie na siebie nieświadomie jakąś karę, będzie się bało zmian i wyzwań, nawet takich na lepsze. Mam jednak wrażenie, że rodziców, który korzystają z takich metod wychowawczych jest coraz mniej. Za to dziadkowie i inni starsi ludzie, którzy mają z naszymi dziećmi kontakt – tutaj już może być inaczej i niestety nie zawsze możemy na to wpłynąć…
ostatnio będąc w kościele na Mszy Św słyszałam jak tata mówi dziewczynkom w wieku 5-6 lat „Bądzcie grzeczne, bo za karę pójdziecie drugi raz do kościoła”. I tu wcale nie chodzi o to, że wszyscy muszą być wierzący, ale jak mamy sprawić zeby dzieci chciały tam chodzić skoro nastawiamy je negatywnie. Tak samo bywa w przypadku wielu innych spraw. Nie chcemy żeby dzieci jadły słodycze, a jednocześnie traktujemy je jako kartę przetargową i nagrodę.
Przyznaje, że czasem powiem coś swojej córce tego typu, ale staram się tego unikac i w inny sposób z nią rozmawiać
Pamiętam, że starsze pokolenie tak straszyło, to było niejako normalne zachowanie, dopuszczalne w szerokim aspekcie, teraz inaczej już się na to patrzy, stajemy się bardziej wyrozumiali wobec siebie samych i rodziców.
Mnie straszyli Cyganem, że jak nie zrobię tego czy tamtego, to przyjdzie Cygan i zabierze mnie do wora.
Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by tak straszyć dziecko.
Natomiast złapałam się na zupełnie niecelowym straszeniu synka… dentystą. Po prostu chciałam mu wytłumaczyć, że wolę go zmusić teraz do umycia zębów, niż żeby później musiał się męczyć na fotelu u dentysty. Po czym pomyślałam, że raczej nie powinnam tego mówić. Prędzej czy później trafi na ten dentystyczny fotel i lepiej, żeby nie był wówczas z góry negatywnie nastawiony.
Masz rację – prędzej czy później trafi na fotel do dentysty, chociażby na zwykły przegląd. To super, że dostrzegłaś to, że nawet nieświadome straszenie dziecka dentystą, może wpłynąć na jego nastawienie. A jeśli chodzi o przekonanie dziecka to może warto sięgnąć po książeczki, bajki lub filmy animowane poruszające tą tematykę?
Straszenie dziecka chwalebne nie jest, ale w mojej osobistej opinii jeszcze gorsza jest postawa pt. „Co ludzie powiedzą?”. Jak założysz te spodnie będą się z ciebie śmiać, a jak tamte spodnie, to będą się dziwnie patrzeć. I pamiętaj, żeby wstydu nie zrobić przy ludziach. Wtedy to dopiero mogą pojawić się lęki przed ludźmi na zasadzie: wszyscy mnie obserwują, patrzą się, oceniają. Sprawdzają, czy nie popełniłem/am żadnego błędu czy gafy. Baba Jaga to przy tym mały pikuś.
Relewantna – masz rację. Takie zachowania mogą wpływać na wytworzenie się lęków u dziecka, które mogą ciągnąć się do dorosłości; np. lęk przed ocenianiem. Tego typu zachowanie potrafi być bardzo krzywdzące dla dziecka, które tak naprawdę dopiero się kształtuje.