Depresja to choroba, której nie widać | Wywiad z Magdaleną Erbel

Kamila A. Paszelke | Uważniej.pl
67

Światowe oraz ogólnopolskie statystyki związane z zachorowaniami na depresję, a także jej niebezpiecznymi skutkami, czyli samobójstwami i próbami targnięcia się na swoje życie, są zatrważające. I pomimo że coraz częściej normalizuje się samą chorobę, to niejednokrotnie nadal można spotkać się z zarówno nadużywaniem słowa depresja, jak i stygmatyzacją osób chorujących na depresję.

Do dzisiejszej rozmowy zaprosiłam Magdalenę Erbel, promotorkę czytania i autorkę inicjatyw związanych z książkami i czytaniem, która kilka miesięcy temu na swoim profilu na Instagramie powiedziała, że choruje na depresję.

Przeczytaj również: Dzieci są ważne, ale matka też!

depresja rozmowa z Magdaleną Erbel

Magda, czy mogłabyś na początku opowiedzieć coś o sobie?

Postaram się. Przede wszystkim witam Cię serdecznie i dziękuję za zaproszenie do udziału w Twojej pięknej inicjatywie. Hm, nie lubię mówić o sobie. Chyba dużo łatwiej mówić mi o emocjach, ale postaram się. Jestem osobą, która kocha życie i bycie kobietą, choć tej kobiecości dopiero się uczę. Jestem pasjonatką książek, wielbicielką Sanah i miłośniczką czekolady. Jest ze mnie niesamowity „herbatopij”, niepoprawna romantyczna oraz WWO. Mam w głowie milion pomysłów, które nie zawsze realizuję. Jestem żoną, mamą dwóch wspaniałych córeczek, które dają mi też nieźle popalić, zapaloną joginką, niespełnioną copywriterką, która marzy o napisaniu własnej książki i otwarciu księgarni.

Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś o tym, że może chorujesz na depresję?

To było po pierwszej ciąży. Wydaje mi się, że miałam wówczas depresję poporodową. Nikt jednak nie chciał mnie słuchać, a potem przeszło. Jednak w macierzyństwie ciągle czułam wyrzuty sumienia, że jestem niewystarczająco dobrą mamą. Nie lubiłam siebie, często miewałam chandrę. Poważniejsze problemy zaczęły się po powrocie do pracy, po urodzeniu drugiego dziecka.

W jaki sposób odnalazłaś w sobie odwagę do tego, żeby pójść do specjalisty. Co pomogło Ci podjąć taką decyzję?

Przyjaciele. Będę im za to wdzięczna do końca życia. Czułam od dłuższego czasu, że jest ze mną źle. Wróciłam do pracy na pół etatu, gdy Ema miała roczek, bardzo źle sypiała. Budziła mnie w nocy tryliard razy, a ja chodziłam jak zombie. Ciągłe przemęczenie budziło złość i rozdrażnienie. Sama psułam relacje z mężem i ze starszą córą. Byłam niecierpliwa, a chodząc do pracy, miałam wrażenie, że odbieram dzieciom matkę. Czułam się coraz gorzej sama ze sobą. W międzyczasie, w pracy, zmieniła się dyrekcja. Nerwówka, mnóstwo stresu, naciski, bym szybciej wracała na pełny etat, potem mobbing i dyskryminacja. To wszystko trwało ze 2 lata, aż pękłam. Ulało mi się. Coraz więcej spałam po pracy, zaczęłam popełniać błędy, bo nie mogłam się skoncentrować dłużej niż minutę na jednej rzeczy. Zaczęły się problemy z pamięcią. Pojawiły się: agresja, natłok myśli, koszmary albo bezsenne noce, lęki, bezdechy i przede wszystkim ataki paniki, które wówczas zrzucałam na karb chorego serca. bezdechy. Mój organizm cały krzyczał: „Magda, ocknij się wreszcie. Potrzebujesz pomocy”. Koszmar totalny. Zaczęłam wierzyć, że mam depresję. Powiedziałam o tym przyjaciółce, a ta namówiła mnie na rozmowę z psychologiem, później z psychiatrą.

Wiesz, dla mnie to nie była odwaga. Dla mnie to była bardzo świadoma decyzja, że moje zdrowie i relacje z bliskimi są dla mnie najważniejsze. Nie chciałam taka być. Nie chciałam, by tak wyglądało moje życie. Ciągle płakałam, czułam się, jak nic nieznaczący śmieć. Totalnie bezwartościowa, ale przecież potrzebna moim dzieciom. Chciałam, by miały dobry wzór, by miały zdrową, uśmiechniętą, kochającą mamę, która czuje się dobrze sama ze sobą i nie krzyczy z byle powodu.

Kiedy dowiedziałaś się o chorobie? Czy od razu podzieliłaś się tą informacją z najbliższymi, czy zostawiłaś tę informację tylko dla siebie?

Rozmawiam tylko z mężem i z przyjaciółmi. Z rodzicami nie mam najbliższych relacji, a teściów się wstydziłam. Mąż dobrze wiedział, że nie jest ze mną dobrze, więc od samego początku mnie wspierał.

Co na początku procesu leczenia było dla Ciebie najbardziej pomocne, a co wpływało na Ciebie niekorzystnie?

Sen, sen i odpoczynek był dla mnie najważniejszy. Pogodzenie się z sytuacją i stwierdzenie, że mam depresję, i to jest okej. To się zdarza, właśnie ta świadomość była dla mnie najistotniejsza. Plus oczywiście wsparcie psychologa. Najgorszy jest ten głos w głowie, który mówi, że jest beznadziejnie, żebym sobie dała spokój, bo i tak się nie uda. Do tego doszła niemiła atmosfera w pracy. Pracę zmieniłam. Jak się okazało – wpadłam z deszczu pod rynnę. Zbawcze wówczas okazało się dla mnie zwolnienie. Wreszcie miałam czas na to, by na poważnie (przez duże P) zacząć zajmować się swoim rozwojem, leczeniem i swoją terapią. Na początku czułam się jak jedna wielka porażka życiowa. Ale z czasem zrozumiałam, że teraz jest czas na zajęcie się samą sobą. Staram się unikać ludzi, ich negatywnych emocji. Miejsc, gdzie jest zła atmosfera. Gdy dałam sobie na to wszystko przyzwolenie, rozpoczął się proces leczenia.

Interesuje mnie Twoje zdanie, w jakim zakresie w związku z depresją powinno się szerzyć świadomość naszego społeczeństwa? Czy uważasz, że nadal tego potrzebujemy, pomimo że coraz więcej mówi się o depresji?

Jeszcze jak. Edukacja w zakresie depresji jest niezbędna. Szczególnie wśród młodzieży. Aż jedna na dziesięć osób ma depresję, a jedna na dziesięć osób z depresją podejmuje się skutecznej próby samobójczej. Depresja, jak każda choroba psychiczna, jest stygmatyzowana. Sama doświadczyłam dyskryminacji – zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. To bardzo bolesne, gdy znajomi i „przyjaciele” się od Ciebie odsuwają.  Jak rodzice się Ciebie wstydzą i udają, że nic Ci nie jest. Niepotrzebnie bierzesz te tabletki… Z czasem zrozumiałam, że oczyszczanie jest częścią procesu leczenia.

Ludzie nadal uważają, że człowiek z depresją to czubek, zaś chorzy ze strachu przed odrzuceniem, samotnością, pełni wstydu i poczucia winy – nie sięgają o pomoc. Często nie wiedzą, do kogo mają się zwrócić. Właśnie dlatego postanowiłam się do tego przyznać publicznie. Jeśli fakt, że o tym mówię i się tego nie wstydzę, pomoże choć jednej osobie, uważam to za wielki sukces. Poza tym w sieci ludziom łatwiej rozmawiać z innymi. Okazało się, że po „ujawnieniu” odezwało się do mnie bardzo dużo ludzi, nawet znajomych. Dziś jesteśmy dla siebie taką małą grupą wsparcia.

Poza tym potrzebna jest reforma zdrowia w tej kwestii. Przede wszystkim brakuje szybkiego dostępu do profesjonalnej opieki specjalistów. Dla mnie depresja to choroba, która MOŻE PROWADZIĆ DO ŚMIERCI. Opieka specjalisty jest tu nieodzowna. Ja leczę się prywatnie, cała terapia, leki, wszystko za swoje pieniądze. Nawet nie chcę myśleć, ile bym czekała na psychologa, nie mówiąc o psychiatrze i dostaniu się na porządną terapię, gdzie ktoś nie wyrządzi mi więcej szkód, niż udzieli pomocy.

Mówienie o tym, uświadamianie i normalizacja tematu mogą sprawić, że odsetek ludzi z zapadalnością na tę chorobę zamiast stale rosnąć, wreszcie będzie spadał.

Czy robisz coś szczególnego na co dzień, co pomaga Ci zadbać o siebie w trakcie procesu leczenia? Jeśli tak – co to jest?

Oczywiście. U mnie zbawienne okazało się codzienne medytowanie, praktyka wdzięczności oraz joga. To mi zdecydowanie pomaga najbardziej, bo joga poprzez kierowanie Twojej uwagi do wewnątrz, sprawia, że znów czujesz się częścią wszechświata.

Twój ulubiony sposób na zadbanie o siebie to…?

Joga. To selfcare o ciało, duszę, umysł i serce. Bez nacisków, porównywania się czy presji, we własnym tempie, w zgodzie i prawdzie ze sobą. Poza tym najlepiej czuję się jednak na łonie natury. Każde obcowanie z przyrodą daje mi siłę, wzmacnia mnie poprzez poczucie, że jestem jej częścią. Według mnie pojęcie dbania o siebie jest bardzo rozległe. To nie tylko dbanie o skórę, masaże, kąpiele z pianą itp. Selfcare obejmuje nie tylko dbanie o swoją fizyczność, ale również o wnętrze – rozwój ducha, odpowiednia dieta i rozwój psychiczny. Zawsze staram się łączyć te trzy aspekty naszego człowieczeństwa: nasze ciało, ducha oraz słuchanie głosu serca.

Magda, dziękuję Ci za odwagę i chęć podzielenia się swoją historią i doświadczeniami.

A ja dziękuję za zaproszenie.


Wywiad został przeprowadzony w ramach #Równoważę – Kampanii Społecznej Higieny Umysłu, której celem jest promowanie i szerzenie świadomości związanej z dbaniem o zdrowie i higienę psychiczną.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

UWAŻNIEJ.PL WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIES. KORZYSTAJĄC ZE STRONY WYRAŻASZ ZGODĘ NA WYKORZYSTANIE PLIKÓW. AKCEPTUJ DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ